Mój ulubiony film Lyncha. Film drogi, czyli to co bardzo lubię. W roli głównej Nicholas Cage, czyli jeden z moich ulubionych współczesnych aktorów. Dwie wiedźmy, kurtka z wężowej skóry i inna, świetna symbolika.
Filmy Lyncha często balansują na granicy snu i realizmu (szczególnie niewyobrażalnie genialny balans w filmie "Inland Empire", o którym też coś napiszę w swoim czasie), ten też, ale balansuje też pomiędzy realistycznym spojrzeniem a karykaturą, przerysowaniem ludzkich emocji. Granica ta jest niezwykle płynna, moment przejścia z jednej sfery do drugiej jest niezauważalny, wszystko jest doskonale przemieszane poprzez takie elementy jak charyzmatyczny Cage śpiewający piosenki Elvisa. Gra aktorska jest pod tym względem kluczowa, pod lupę, prócz Cage'a, warto wziąć też Laurę Dern, Diane Ladd i Willema Dafoe. Są przesadnie charyzmatyczni i zarazem prawdziwi.
Wspominałem o symbolice. Zacznę od kurtki z wężowej skóry Sailora. Wspomina często, że owa kurtka to symbol jego indywidualizmu i wiary w wolność. I to właśnie jeden z karykaturalnych elementów tego filmu. Jest to zapewne nawiązanie do znakomitego filmu Sidneya Lumeta "Fugitive Kind" (1959) z Marlonem Brando w roli głównej. To on jest tytułowym "Fugitive Kind" i też nosi taką kurtkę, ale oczywiście nikomu nie musi mówić co ona symbolizuje. To piękny, emocjonalny film o nim i o jego trudnym charakterze. Sailor też jest bardzo skonfliktowany, młody i zagubiony. Za kolejny symbol można uznać jego imię. Myślę, że takiej symboliki można w filmie odnaleźć jeszcze sporo, ale najważniejsze, z punktu fabularnego, są dwie wiedźmy. Pierwszą, Wicked Witch, czyli zła ("wicked" nie do końca znaczy "zła", ale przyjmuję tę wersję ze względu na trudność przełożenia i dla ułatwienia) wiedźma ma twarz Diane Ladd, czyli matki Luli. Ale nie jest jej matką. Przynajmniej moim zdaniem, to dwie postacie, które częściowo się pokrywają, zła wiedźma jest czymś w rodzaju alter ego matki, lub została wygenerowana przez wyobraźnię Luli przez wpływ matki.
Przepiękna scena z piosenką "Wicked Game" w tle. Będąc dzieckiem często patrzyłem w nocy przez boczną szybę samochodu na mijane bezdroża i wyobrażałem sobie... lecącą równolegle ze mną wiedźmę. Ale w Dzikości serca znaczenia wiedźm jest większe. Z jednej strony obeszłoby się bez nich, z drugiej strony mają fundamentalne znaczenie. Zła jest odpowiedzialna za całe złe, jest jak bliżej nie skonkretyzowany zły los, przed którym bohaterowie próbują uciec. Ale los z natury nie jest ograniczony przez przestrzeń, więc trudno uciec od niego autostradą. W końcu pojawia się też dobra wiedźma, która wskazuje Sailorowi drogę. Mówi mu coś banalnego jak "ty kochasz Lulę, a Lula Ciebie", ale czasami człowiekowi trzeba powiedzieć coś banalnego, żeby sobie to uświadomił, wszyscy mamy tendencję do bagatelizowania i nie zauważania najbardziej oczywistych rzeczy, które wiele dla nas znaczą. A okoliczności, w których Sailor spotyka wiedźmę (nokaut w ulicznej bójce)sprawiają, że trudno traktować to zbyt serio. Choć w przypadku filmów Lyncha trudno postrzegać cokolwiek w kategoriach traktowania tego serio lub nie. Jego filmy mają do siebie to, że nie mają granicy tego typu. Reżyser tak sprytnie zamiesza w naszych głowach, że nie wiemy co jest serio, a co nie i nie powiemy "teraz to przesadził, co za brednie", gdyż owa granicy prawdziwości w jego filmach jest po prostu nieobecna i to nie z odgórnego założenia, tylko jakby impresyjnie.
Sailor posłucha wiedźmy, pozna prawdę o swoim życiu i... i jest Love Me Tender
Piękny film.
Bardzo podoba mi się też jak kamera przygląda się ogniu, zapałkom i przypalanym papierosom. Kiedy oglądałem "Dzikość serca" po raz pierwszy myślałem, że to coś w stylu ostrzeżenia i na koniec wszystko spłonie. Nie zgadłem. To było raczej wywoływane wspomnienie pożaru, który pamiętała Lula. Czasami nie ważne czym coś jest lub co znaczy, ważne, że fajnie wygląda.
niedziela, 11 kwietnia 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz